poniedziałek, 2 maja 2016

Masiek, 9 miesięcy

Kilka dni temu nasz Masiek skończył 9 miesięcy a Wy przecież nic o nim nie wiecie! Uspokoił się, przeszło mu. Teraz to typowy niemowlak, wesoły, ciekawy świata, zaśliniony, pełzający w każdy kąt. Lubi czułości i łaskotki, kocha Olka całym serduszkiem. Uwielbia chlapać nóżkami w wanience a wózek przestał parzyć i teraz jest ulubionym środkiem transportu. Co do diety - do niedawna Masio był na diecie eliminacyjnej, szukaliśmy alergenu powodującego zmiany atopowe. Dopiero po jelitówce, kiedy dostawał cienkie mleczko, zmiany skórne zaczęły się goić, doszliśmy więc do wniosku, że to laktoza go tak załatwiła i od tego czasu Maks pije Nutramigen. Tak, smakuje mu.




Jeśli chodzi o cechy fizyczne:
- nie raczkuje, pełza jak postrzelony żołnierz w okopach, przyspiesza jak widzi otwarte drzwi do łazienki :)
- rwie się do stania
- siedzi i siada
- ma 2 dolne jedynki i prawie 2 górne (2 białe kreski)
- nosi rozmiar 80, waży około 12kg




Nasz plan dnia:
- 6-7 pobudka
- spacer z piesłem
- 8 - Olo żłobkolo
- 10 - drzemka
- 12 - zakupy
- 13 - wkracza babcia, ja idę z psem, babcia zostaje z Maksiem
- 14 - spacer drzemkowy z babcią, powrót Ola ze żłobka
- 16 - powrót Maksia i taty, obiad
- 17-18 - wyjście na dwór
- 19 - kąpiel Olka, później Maksa
- 20 - zwykle już śpią ale nie dziś :D Tzn Masiek śpi, Olek zaliczył drzemkę po wizycie w Zoo, wstał o 16:30 więc sami wiecie ;)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Pożegnanie pampersa

Mam dla Was najlepszą technikę odpampersowania dziecka. Gwarantuję, że zadziała u każdego. U jednego da zadowalający efekt trochę szybciej, u drugiego trochę później ale na pewno każdy, kto skorzysta z tego sposobu osiągnie sukces! Otóż najlepsza metoda na pożegnanie pampersa to po prostu ściągnięcie pampersa :)

Proste? Proste.
Teraz trochę bardziej szczegółowo. Dziecko jest w stanie kontrolować potrzeby fizjologiczne mniej więcej między 18 a 24 miesiącem życia. Są dzieci, które wysadzane na nocnik zrobią siusiu wcześniej, są też takie, jak Olo, które żegnają pampersa "dopiero" w wieku 2,5 roku. I to wcale nie jest MEGA PÓŹNO. Jestem zdania, że na wszystko przyjdzie pora, pampy są do 25kg.
Olek 2 lata skończył w sierpniu, idealny moment na naukę nocnikowania. Jednak ja pod koniec ciąży nie nadawałam się do takiej rewolucji a po narodzinach Maksia, nikt nie nadawał się do takiej zmiany, a już na pewno nie Olo. Odłożyliśmy to na później. A później było zimno. Przeszedł też poważną infekcję uszka, która skończyła się zastrzykami więc pupa była nietykalna i nie było mowy o skupieniu się na niej. Bo jak tylko wspomniałam mu o nocniku mówił stanowcze "nie" więc nawet nie ciągnęłam z nim tego tematu. Kolejną dużą zmianą w jego życiu było pójście do żłobka. Nie chciałam dokładać mu stresów więc całkowicie zapomniałam o tym, że mogłabym go nauczyć załatwiać się na nocniczek.

Pewnego dnia, przy odbiorze ze żłobka, jedna z "cioć" zapytała czy wysadzamy (w kosmos) Olka. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie. Zasugerowała, że warto byłoby spróbować. Powiem szczerze, że wsiadła mi na ambicję i po kilku dniach, w sobotę ściągnęłam Olowi pampersa. Efekt? Co 10 minut zmiana spodni i majtek. Teściowa przyszła z zapasem z Pepco bo nie miałby w czym chodzić :D Na szczęście obyło się bez plam na narożniku, łóżku i dywanie. Cały dzień zleciał nam na przebieraniu. Na noc założyłam mu pampersa. W niedzielę od początku - tym razem nocnik zagościł w salonie. Wysadzany co godzinę i obyło się bez wpadek. Kolejne dni przynosiły coraz lepsze efekty, w żłobku też świetnie sobie radził. Aż w końcu zaczął wołać :) I woła do dziś, przebierając nóżkami. Zdarzy mu się nie zawołać i po prostu usiąść i zrobić co trzeba a ostatnio nawet przełamał się na dworze i z dumą nawadnia drzewka :) Oceniając jego naukę, dałabym mu 5+, poszło sprawnie, bez traumy :)


Kilka praktycznych porad dla Was:
- naklejki, za 5 naklejek zabawka. Taki Maluch już zrozumie. A nawet sama naklejka jest dla niego ogromną nagrodą
- bez stresu, pokaż dziecku, że ma prawo do słabości. Do niedawna, jak Olek się wściekał, zdarzyło mu się z tej złości posiusiać. Wtedy mówiłam mu, że nic się nie stało, zaraz przebierzemy a następnym razem zrobi siusiu na nocnik.
- nocnik bez bajerów typu melodyjki. Zwykły nocnik, polecam z Ikei. Dla Olka większość typowych nocników była za mała.
- pokaż dziecku na czym to polega, weź go ze sobą do toalety. Zresztą i tak pewnie sam za Tobą przyjdzie ;) Opowiedz mu co robisz i powiedz, że jest super!
- 3pak majtek w Pepco kupisz już za 3 zł :)
- siusiu po buraczkach jest różowe (prawie zeszłam na zawał).

Serio? iPotty?


Jeśli dziecko wyraźnie nie jest gotowe na trening czystości - nie chce siadać na nocnik, buntuje się, zróbcie sobie przerwę i spróbujcie za miesiąc. Prędzej czy później pożegnacie pampersy ;)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Koochi Pushmatic Brooklyn Am

Przez ostatni tydzień woziłam Maksa w spacerówce brytyjskiej marki Koochi. Z ciężkiej spacerówki z zestawu 3w1 przesiedliśmy się na leciutki wózek Pushmatic Brooklyn Am. Charakteryzuje się przede wszystkim wysoką jakością wykonania i ciekawą grafiką zarówno na daszku jak i śpiworku wózka. Przejdźmy do szczegółów.



Aluminiowy biało-zielony stelaż na trzech piankowych kółkach jest zarówno lekki jak i ułatwia manewrowanie. Wózek z łatwością prowadzi się jedną ręką, piankowe koła radzą sobie na każdym terenie bez strachu przed uszkodzoną dętką (jak w przypadku kół pompowanych). Bardzo często jeździmy po polnych dróżkach więc łatwość prowadzenia to dla mnie priorytet. Koochi radzi sobie na żwirze, kostce brukowej a nawet w błocie :) Hamulec w tym wózku jest zintegrowany, wystarczy nadepnąć.
Co do kosza na zakupy, jestem bardzo miło zaskoczona - zmieści na prawdę dużo i jest łatwo dostępny nawet przy rozłożonym na płasko siedzisku.
Pushmatic ma regulowany podnóżek i dodatkowy podnóżek dla starszaków.



Daszek spacerówki z filtrem UPF 50 jest wystarczająco obszerny a w środkowej części ma okienko do podglądania Malucha, bezszelestnie się składa i rozkłada. Rączka obita jest miękką pianką, na środku rączki znajduje się przycisk do składania wózka. Spokojnie, nie da się go złożyć "przypadkiem". Przycisk trzeba wcisnąć, przekręcić rączkę, podnieść "dynks" na ramie i wózek się składa. Każdy krok składania jest zaznaczony na wózku cyferkami 1, 2 i 3.



Do wózka dołączony jest plecaczek pasujący designem do całego wózka. W plecaczku można przechowywać folię przeciwdeszczową, która również dołączona jest do zestawu.
Oparcie siedziska składa i rozkłada się na paskach, przyznaję, że na początku miałam z tym problem ale po kilku razach doszłam do wprawy w rozkładaniu u składaniu siedziska.




Na wewnętrznej stronie daszku nadrukowane są małe limonkowe kropeczki - wyglądające jak światła miasta nocą :) W wózku znajdują się pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa z możliwością przekształcenia ich w pasy biodrowe. Śpiworek dołączony do wózka wyłożony jest milutkim polarem i zapinany jest na zamek błyskawiczny. Mamy koniec kwietnia a śpiworek nadal nie jest "za ciepły" więc myślę, że spokojnie można go nazwać całorocznym. 





Informacje od producenta:

Zakres wiekowy - od urodzenia do osiągnięcia maksymalnej wagi 15 kg (ok. 3 rok życia)
Rama - lekka aluminiowa konstrukcja – 7 kg
Amortyzacja – przód i tył
Mechanizm składania - łatwe i kompaktowe składanie z funkcją blokowania
Siedzisko - kilkustopniowa regulacja oparcia oraz regulacja podnóżka
Ochrona dziecka - Budka UPF 50+ oraz osłona przeciwdeszczowa
Pojemność kosza - 2kg
Koła - Przednie koła obrotowe z możliwością blokady
Wymiary rozłożonego wózka: 107cm x 84cm x 47cm
Wysokość rączki: 107cm
Wymiary złożonego wózka: 106cm x 31cm x 29cm




Podsumowując - Koochi Pushmatic Brooklyn Am to trójkołówka o niebanalnym wyglądzie, przykuwa uwagę, wyróżnia się z tłumu szaro-burych wózków. Do zalet należy na pewno zaliczyć jego lekkość, stabilność i dbałość o szczegóły wykonania. Dodatkowym atutem jest dołączony do zestawu piękny i mięciutki śpiworek. Wszystkie części spacerówki można ściągnąć i spokojnie wyprać w pralce. Kosz jest pojemny i bez problemu zmieści codzienne zakupy. Jedyne czego mi brakuje w tym wózku to pałąk, niby nic a jednak lubię jak wózek ma pałąk :) Pomijając ten szczegół - Pushmatic to wyjątkowy wózek i mam nadzieję, że szybko "rozsieje" się po Polsce i ożywi nasz krajobraz :)


piątek, 22 kwietnia 2016

Matka Polka Męczennica

Jesteś mamą? Pewnie tak, skoro to czytasz :) Wyobraź sobie teraz, że z Twojego otoczenia znikają pampersy, mokre chusteczki, kosmetyki, zabawki, karuzelki, maty edukacyjne, chodziki, jeździki, pchacze, wypasiony wózek i krzesełko do karmienia, mleko dla alergika, mleko dla ulewacza, mleko dla głodomora, butelka antykolkowa, podgrzewacz, czajnik elektryczny, pralka z kilkoma programami prania, samochód, Lidl, Biedronka, Tesco, smartfon, Internet. Teraz wyobraź sobie, że rodzisz dziecko. Ze szpitala wracasz Fiatem 126p. Ogarniasz dziecko, dom, ogród, kury i kaczki. Bez tego co wymieniłam na początku. Masz tetry, które zapierasz, wygotowujesz, pierzesz, prasujesz. Do najbliższego sklepu masz kilka kilometrów, ale jest tak ubogi, że mąż jeździ tam tylko po chleb. Po jakimś czasie rodzi się drugie dziecko. Puść wodze fantazji i wyobraź sobie jak teraz sobie radzisz. Bez telewizora, tableta, interaktywnych zabawek i tak dalej i tak dalej. Jak nie potrafisz wczuć się w sytuację, zapytaj mamy. Zapytaj mamy jak ciężko było kiedyś być mamą.


Współczesne matki zachowują się, jakby były co najmniej superbohaterkami, tylko dlatego, że robią to, co większość kobiet, od początku świata. Wszystko im się należy - miejsce parkingowe, restauracje przyjazne dzieciom, plac zabaw na każdym kroku, zniżki w sklepach, magiczne 500+, odpoczynek, relaks i uwielbienie ze strony otoczenia. Nie zrozumcie mnie źle, też jestem mamą, też chciałabym tego wszystkiego ALE zróbmy krok do tyłu i spójrzmy na to z dystansu - przecież nie robimy nic wyjątkowego. Nasze dzieci są wyjątkowe ale też same się nie prosiły na ten świat, to my je tu umieściłyśmy.
Narzekasz? Ja też narzekam, każdy Polak narzeka :) Ale czasem warto spojrzeć na swoją sytuację i powiedzieć sobie "przecież tego chciałam". Chciałaś być mamą, nikt Cię nie zmuszał. Więc teraz korzystaj z ułatwiaczy i bądź szczęśliwa. I podziękuj swojej mamie za trud, który włożyła w opiekę i wychowanie Ciebie i Twojego rodzeństwa.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Moje dziecko nie mówi.

Tfu. Mówi. Mówi bardzo dużo, nawija, dyskutuje, kłóci się, śpiewa i opowiada. Ale po swojemu. Czyli ja i Paweł go rozumiemy, reszta świata? Wątpię.
Olek ma dokładnie 2 lata i 8 miesięcy. Jego mowie zaczęliśmy się przyglądać po bilansie dwulatka, podczas którego pani doktor dwa razy usłyszała ode mnie słowo "nie".
Nie, nie sygnalizuje potrzeb fizjologicznych.
Nie, nie buduje prostych zdań.
W książeczce zdrowia zostało zapisane "obserwacja rozwoju mowy" a Olo dostał skierowanie do laryngologa. Po kilku tygodniach, pani laryngolog stwierdziła, że ma zatkane uszy i zleciła zabieg płukania. Wiem, że go to nie bolało ale wyłam razem z nim. Na drugi raz byłam bardziej przygotowana i oboje znieśliśmy to o niebo lepiej. Z laryngologicznego punktu widzenia nic mu już nie przeszkadzało w mówieniu. Dostaliśmy więc skierowanie do Poradni Dzieci z wadami słuchu.
W międzyczasie Olek przeszedł silną infekcję, która skończyła się wysiękowym zapaleniem ucha i perforacją błony bębenkowej. Naszą wizytę u audiologa trzeba było przełożyć a Olek dzielnie znosił 2 zastrzyki dziennie. Po 2 tygodniach od zakończenia leczenia pojechaliśmy do Poradni. Chore uszko słyszało gorzej, kontrola za miesiąc. Na moim kalendarzu widać, że co tydzień przekładałam wizytę, bo albo miał katar albo nas nie było albo jelitówka położyła całą czwórkę.
A dziś się udało. Trafiliśmy do poradni na kolejną wizytę u audiologa i logopedy. Uszka słyszą w 100 procentach. Podczas zajęć z logopedą Olek wykonywał wszystkie polecenia, chętnie współpracował z prowadzącą i ogólnie wprowadził wszystkich w zachwyt swoją otwartością (no złote dziecko). Logopeda powiedziała, że nie można tu nawet mówić o opóźnionym rozwoju mowy bo on jest za malutki, żeby wydawać takie osądy. Po prostu potrzebuje troszkę więcej czasu. Mamy się zgłosić, gdyby do 3 urodzin nic się nie zmieniło ale u niego codziennie dochodzi jakiś "słowopotwór" więc jestem pozytywnej myśli. Dodatkowo od września zaczyna przedszkole w grupie "3-4 latków" więc pewnie ładnie podciągnie swoją mowę. I wtedy z łezką w oku będę wspominała chwile ciszy (chociaż tak jak wspomniałam na początku - on gada dużo).



Nowe słowo tego dnia - "joł joł"

Dosyć o nas. Teraz garść informacji dla Was.
Na co zwrócić uwagę?
- 5 miesięczny maluch nie wydaje innych dźwięków poza płaczem
- roczny maluch nie próbuje mówić, porozumiewa się gestami.
- roczne dziecko nie reaguje na proste polecenia. Idź do taty, podaj misia itp.
- roczny maluch nie reaguje na głos lub zróżnicowane pod względem głośności dźwięki a dodatkowo bardzo głośno mówi. Być może dziecko ma problemy ze słuchem.
- dwulatek nie różnicuje słuchowo niektórych głosek - b - p, d - t, c - cz, dź - ci i innych. Jeśli pokażesz dwa rysunki - bułkę i półkę - dziecko słysząc słowo bułka wskaże na półkę i odwrotnie. 
- dwulatek mówiąc, ślini się, wykonuje dziwne ruchy językiem.
- dwulatek mówi przez nos i masz wrażenie, że jego nosek jest zatkany, a głos stłumiony.
- dwulatek wysuwa język między zęby podczas wymawiania niektórych głosek.
- W 3 roku życia dziecko nadal nie buduje zdań
- W 3 roku życia dziecko zastępuje głoski dziwie brzmiącymi, często nieprzyjemnymi dla ucha, dźwiękami.
- W 3 roku życia dziecko ma kłopoty z płynną mową i podczas mówienia pojawia się coraz więcej dziwnych gestów, grymasów i min.

Kolejność szukania pomocy: pediatra > laryngolog, logopeda, audiolog > neurolog




Wiesz, że wmawiałam sobie, że Olek ma autyzm? Wiesz, że nie spałam przez to po nocach?
Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, zanim zaczniesz fiksować, odwiedź pediatrę, poproś o skierowanie i zacznij działać. Najprawdopodobniej dowiesz się, że masz tak samo złote dziecko jak ja czy moja Ania (jej Ala mówiła prawieże zaraz po urodzeniu ;) ). Każde dziecko rozwija się w swoim tempie i każde w wieku 3 lat umie mniej więcej tyle samo co rówieśnicy.

A i jeszcze jedno - Olo sygnalizuje już potrzeby fizjologiczne - robi siusiu na nocniku, pod drzewkiem a dziś nawet debiutował w poradni na dużym kibelku (Synu z dalekiej przyszłości, jak to czytasz, wiedz, że mama też siusia i nie ma w tym nic wstydliwego ;) ciesz się, że nie dodałam Twojego zdjęcia na nocniku, a MAM takie :) )

piątek, 11 grudnia 2015

Olek - 28 miesięczne dziecko :)

Nasz Olutek wczoraj skończył 28 miesięcy. Dużo. Dla mnie jest po prostu dwulatkiem, nie liczę, nie sprawdzam co powinien umieć a nie umie :) Jednak postanowiłam tu sobie zapisać jaki z niego 28miesięczniak, bo odkąd jest Maks, doceniłam bloga - mogę zajrzeć do archiwum i przypomnieć sobie jak to było z niemowlakiem :)
Olek to dziecko przede wszystkim żywe, głośne i uśmiechnięte. Nie ma dnia, żeby nie doprowadził mnie do śmiechu, jest pocieszny i kochany, chociaż czasem się buntuje. Jednak typowy bunt dwulatka już dawno pożegnaliśmy i teraz większość dnia i nocy jest po prostu fajna. Tak, fajna - bardzo lubię spędzać z nim czas i jak tylko mam wolną chwilę a Maks akurat nie śpi, poświęcam ją na wygłupianki z Olem.

Zabawa
Prawdziwy z niego chłopak - ma mnóstwo samochodzików, była faza na koparki, traktory, służby ratownicze i oczywiście pociągi. Jak pogoda pozwalała chodził z tatą lub dziadkiem na dworzec i czekał na pociąg, teraz nie ma dnia żebyśmy nie układali drewnianych torów. Bardzo lubi też symulować wypadki, bo wtedy może wykorzystać wszystkie rodzaje pojazdów - przykładowy scenariusz: po torach jedzie sobie pociąg, nagle pod koła wpada mu znak drogowy, pociąg wykoleja się i wjeżdża w most, "mama, bak!". Nadjeżdża straż pożarna, karetka i policja, na niebie pojawia się helikopter. Po chwili dojeżdża holownik, który wciąga pociąg z powrotem na tory :)
Na Mikołajki Olek dostał lidlowskie zestawy drewniane - toster i zestaw śniadaniowy. Od tego czasu często rozkłada na podłodze kocyk i zaprasza nas na "niam niam" :)
Reszta zabaw jest typowa dla dzieci - bieganie, kopanie piłki, układanie puzzli, gryzienie mamy, malowanie, rysowanie, przyklejanie naklejek, lepienie z plasteliny, tańczenie, oglądanie książeczek i bajek, zabawa w zwierzątka i wiele wiele innych :)



Jedzenie
Tu mamy troszkę spadek formy. Lubi tylko kilka rzeczy. Na śniadanie albo parówki, albo chleb w jajku (tylko taką formę chleba i jajka zje). Reszta ble. Wszystko z keczupem, mimo, że ma alergię kontaktową.
Jeśli chodzi o obiad to zupy lubi wszystkie :) Drugie danie to loteria. Czasem zje same ziemniaki, czasem same mięsko, czasem same warzywa, a czasem nic, bo ble. ZAWSZE zje ogórki pod każdą postacią (zielone, kiszone, konserwowe), fasolę szparagową, brokuła, łososia, frytki (no jasne :) ), pierś z kaczki, ryż, sałatę ze śmietaną i łysy makaron.
Pije wodę z bidona ze słomką.



Sen
W ciągu dnia zwykle kładę go koło 14, o 13:30 już go zaczynam nastawiać, że idzie spać, zwykle odpowiada "nie" ale ostatecznie koło 14 idzie do łóżka. Przez to, że ma tak późną drzemkę, wieczorem kładzie się koło 21, w porywach do 22 :) dalej śpi ze swoją kaczką, nie chciał jej wymienić na nowszy model, dlatego teraz i on, i Maks ma swoją kaczkę-usypiaczkę :)

Bilans dwulatka i zdrowie
Wzrost 94cm, Waga: 14,3kg
Jego pięta Achillesowa to pampersy i mowa - nocnik parzy a mówienie idzie topornie ale jakoś idzie. Jego słownik jest w sumie bogaty z tym, że słowa, których używa występują tylko w jego słowniku - są to słowa głównie dźwiękonaśladowcze. Ale coś mówi i ta mowa się rozwija, nie jest źle :)
Byliśmy też u laryngologa z powodu ciągłego kataru. Podczas wizyty miał płukane uszy - wyłam razem z nim, nie byłam przygotowana na taki płacz. Jest to zabieg całkowicie bezbolesny jednak na pewno nieprzyjemny. Po płukaniu uszu katar przeszedł :)

Podsumowując
Olek to nadal nasze złote dziecko. Jest grzeczny i spełnia wszystkie nasze prośby. Sprząta po sobie zabawki, wyrzuca zużyte pampersy, przy ulicy chodzi za rączkę, w sklepie nie marudzi, nie buntuje się a w razie złego zachowania idzie do swojego pokoju się wyciszyć, wraca po chwili i już się przytulamy :)
Od stycznia Olek zaczyna swoją przygodę ze żłobkiem. Na pewno przeżyje to lepiej niż ja. Jednak wiem, że to będzie dla niego dobre - rozwinie się, nauczy przebywać z rówieśnikami i na pewno z czasem, będzie się tam świetnie bawił, a po powrocie do domu mama zacałuje go do nieprzytomności (tak, Olo to moje oczko w głowie ;) )



środa, 2 grudnia 2015

ABC Design. Viper 4S

tym wpisie pisałam Wam na co zwracałam uwagę przy wyborze wózka. Olek na początku jeździł w Mutsy Evo, jednak szybko okazało się, że piankowe koła nie nadają się na grząskie tereny. Dla Maksa wybrałam wózek marki ABC Design, model Viper 4S. Wybraliśmy kolor Turquise Black na czarnym stelażu.




Przez pierwsze tygodnie swojego życia Maksio wychodził na zewnątrz na bardzo krótko - większość czasu w wózku poświęcał na płacz. Przeszło mu dopiero koło 2 miesiąca dlatego na poznanie naszego wózka potrzebowałam trochę więcej czasu. Teraz, kiedy Maks ma już ponad 3 miesiące, przyzwyczaiłam się do Vipera i wiem co mi w nim odpowiada a co wolałabym zmienić :)

Gondola.
Byłam zdziwiona kiedy otworzyłam drzwi kurierowi a on stał z tylko jednym, dość pokaźnym, ale jednym, kartonem (Mutsy przysłali w 3:)). Okazało się, że gondolkę da się złożyć całkiem na płasko dzięki czemu zajmowała mało miejsca. Szczerze mówiąc trochę czasu dochodziłam do tego jak "postawić ją na nogi" ale myślę, że gdybym przeczytała instrukcję przed montażem a nie po, poszłoby mi dużo sprawniej ;)
Gondola posiada rączkę do przenoszenia, okienko widokowe, miękki materacyk i okrycie na nóżki. Wnętrze wyściełane jest ślicznym materiałem w paseczki, który w razie czego można ściągnąć i wyprać w pralce. Budka gondoli zrobiona jest z materiału z filtrem UPF 50+, który także, w razie potrzeby można ściągnąć. Składa i rozkłada się nie robiąc przy tym większego hałasu.




Tak jakoś wyszło, że rodzę spore dzieci, które szybko rosną (Maks, 3 miesiące, 8kg, 66cm) więc tradycyjnie do minusów gondoli zaliczę fakt, że Masiej szybko z niej wyrośnie. Wymiary gondoli 32x74cm




STELAŻ
Sam stelaż jest aluminiowy, po złożeniu blokuje się go paskiem zabezpieczającym.
Koła. Czyli najważniejsza część wózka :)
Solidne, pompowane, z ciekawym bieżnikiem, dzięki czemu błoto nie okleja kół. Przednie koła skrętne z możliwością blokady do jazdy na wprost. Wszystkie koła można zdemontować, dzięki czemu stelaż z łatwością zmieści się w bagażniku.
Hamulec. Zintegrowany. Działa na "nadepnięcie" - żeby odblokować hamulec nie trzeba go podważać stopą.



Rączka. Wysuwana teleskopowo, dopasuje się do każdego rodzica. Obita twardą pianką odporną na uszkodzenia.



Kosz na zakupy. Bardzo pojemny i wytrzymały. Łatwy dostęp z każdej strony wózka. Na bocznych ściankach ma wszyte odblaskowe paseczki, dzięki czemu jestem widoczna po zmroku (czyli po 17 ;)) W komplecie do wózka dołączona jest pojemna torba z przewijakiem i folia przeciwdeszczowa. Nasz wózek potrzebował dodatkowych adapterów do fotelika Maxi Cosi.




Kończąc - przymiotnikiem najlepiej opisującym wózek Viper 4S będzie "solidny". Daje radę nawet na nierównym, działkowym terenie (co prawda dzieckiem trochę wytrzęsie, więc lepiej nie wyruszać w takie miejsca z noworodkiem). Wózek jest zwrotny i łatwo się podbija. Waży ponad 14 kg, czyli tyle ile Olek ale ciężko znaleźć coś lżejszego z pompowanymi kołami. Mam nadzieję, że przezimujemy jeszcze w gondolce a wiosną napiszę Wam jak spisuje się spacerówka.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Dziecko je, śpi i .. wrzeszczy

Na blogu cisza. U nas w domu? Wręcz przeciwnie. Maks jutro kończy 4 tygodnie i przez te cztery długie tygodnie albo spał, albo jadł albo wrzeszczał. Nie płakał, nie kwilił, nie marudził. Wpadał w ryk dziecka cierpiącego. Nie wieczorem, nie w wózku, nie w łóżeczku. Cały dzień, niezależnie od pory. Nie pomaga chustowanie, kangurowanie, przytulanie, noszenie. Okap kuchenny trochę pomaga. Byliśmy u pediatry - zmiana mleka na Bebilon Pepti. Ale po Pepti ulewał, więc zagęszczałam Nutritonem, który chyba mu nie podszedł. Od dwóch dni odstawiłam Nutriton, podaje Bobotic i CHYBA jest trochę lepiej. Tzn dalej budzi się w nocy co 2h, w dzień prześpi ciągiem może godzinę i od razu domaga się butli. Ale teraz przynajmniej są momenty, w których czuwa - ma otwarte oczy i nie płacze. Dla mam spokojnych dzieci to żadne osiągnięcie ale uwierzcie, u nas to krok milowy. Jutro idziemy na badania krwi i usg brzuszka. Chociaż mam nadzieję, że już teraz zmierzamy ku lepszemu. Te 4 tygodnie to była dla nas duża próba i mam nadzieję, że jest już za nami. A teraz uciekam zjeść śniadanie (tak o 12:26) póki MaksiOlo śpi ;)

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

2 Lata mojego Szczęścia

Mam do napisania sporo postów - relacja z porodu, recenzja wózka, przemyślenia podwójnej mamy. Ogólnie tematów znajdzie się sporo. Gorzej z czasem. Dlatego dziś napiszę Wam na szybko o tym najważniejszym dniu w moim życiu - o dniu, w którym zostałam mamą Olka. O 15.35 , dwa lata temu, przyszedł na świat nasz cudowny Synek :) Jest naszym szczęściem i powodem do uśmiechu. Każdego dnia kocham go bardziej i mocniej, tak, że wydaje mi się, że bardziej się nie da, a jednak następnego dnia uczucie jest silniejsze. Zrobię wszystko dla jego zdrowia i szczęścia. I wiem, że w tym momencie przewróciliśmy jego życie do góry nogami i nie do końca rozumie co się dzieje ale mam nadzieję, że za parę lat powie " mamo, super, że mam brata".

Kochamy Cię Oleczku :*

wtorek, 14 lipca 2015

Trzeci trymestr drugiej ciąży

Na blogu jestem rzadko. Przyznaję. Bardzo rzadko. Teraz siedzę i ledwo łapię oddech, najwygodniej mi w pozycji półleżącej na boku, dlatego jeśli chcecie być na bieżąco, zapraszam na naszego Instagrama.

Wg ostatniej miesiączki termin mam na 6.08, w USG na 22.07. Urodzę 1.08, mówię Wam ;) Trzeci trymestr trwa od 27 do 40 tygodnia ciąży ale uwierz, będzie Ci się wydawało, że trwa wiecznie a ten ogromny brzuch masz od zawsze. Właśnie - brzuch. Mój jest OGROMNY. Siedzenie, leżenie, kucanie, STANIE, to męka. Schylić się po samochodzik, kredkę, skarpetkę? Koszmar. Zmiana boku w nocy trwa 5 minut i wymaga asekuracji Pawła :) W trzecim trymestrze dziecko głównie rośnie (aaa to stąd ten brzuch ;)) więc ruchy z czasem staną się bolesne a pod koniec zmieni się ich charakter - Maluch będzie się przeciągał, ruszał, ale oszczędzi Ci silnych kopniaków - nie będzie miał na to miejsca.

Dodatkowe dolegliwości, które spotęgują Twoje zniecierpliwienie:
- zmęczenie i wieczna zadyszka.
- skurcze łydek,
- skurcze przepowiadające,
- obrzęki
- rozstępy
- żylaki
- siusiu co godzinę
- bóle pleców

Co powinno Cię zaniepokoić?
- brak ruchów dziecka,
- krwawienie
- sączenie wód płodowych przed terminem,
- silny ból brzucha.

Badania w trzecim trymestrze:
- badanie ogólne moczu,
- morfologia krwi,
- badanie antygenu Hbs
- badanie przeciwciał w kierunku toksoplazmozy
- USG, mówiłam, że Maks w 36 tc ważył 3600? wpasuje się w nazwę bloga? :)
- GBS

Wiem, że ten okres strasznie Ci się dłuży ale to już z górki, prędzej czy później urodzisz ;) A na mecie czeka na Ciebie Twoje ukochane dziecko z całym zapasem miłości i nieprzespanych nocy :)

środa, 17 czerwca 2015

Ciąża latem? Nie tak źle ;)

Kiedy w końcu zrobiło się upalnie, bardzo często spotykałam się z opiniami, że "musi mi być ciężko", owszem jest, ale byłoby mi ciężko czy z brzuchem czy bez bo upały zwyczajnie męczą, wszystkich - dorosłych, dzieci, psy i kobiety w ciąży ;) Przyznam nawet, że pod względem temperatury (do tej pory) z Olem było gorzej, bo dwa lata temu sezon na skwarek zaczął się już w maju. Pod koniec ciąży spałam na płytkach w łazience ;) zobaczymy jak będzie teraz.
Mój Ginekolog mówi, że Pani Zdziarska jest twarda jak stonka, jednak wydaje mi się, że ciąża i poród latem ma kilka zalet:

- truskawki, czereśnie, wiśnie, jagody :) Jedz, póki są. Jedz, póki możesz. Zacznie się okres karmienia i kto wie czy jakaś "ciocia dobra rada" skutecznie nie wybije Ci z głowy pomysłu zjedzenia kilku truskawek, bo przecież są silnym alergenem. Dodatkowo wszystkie dary lata to bogate źródło witamin, minerałów i przeciwutleniaczy. Zatem: Na zdrowie!

- jak już jesteśmy przy witaminach - witamina D - jedna z najważniejszych dla rozwoju dziecka witamin. Niestety aż 25% kobiet cierpi na jej niedobory, nawet o tym nie wiedząc, dlatego lekarze często zalecają przyszłym mamom suplementację tej witaminy. Latem problem się minimalizuje, ponieważ witamina uwalniana jest w organizmie dzięki promieniom słonecznym. Nie należy jednak z tym dobrem przesadzać, wystarczy 15 minut dziennie. Przyszła mama powinna unikać pełnego słońca i opalania - jedynie spacerować na świeżym powietrzu i to zawsze zabezpieczona filtrem.

- garderoba. Jak dobrze pójdzie nie musisz jej uzupełniać o dodatkowe ubrania. Kilka zwiewnych sukienek, spódnica na gumce, luźne tuniki i japonki. Nie trzeba kupować ogromnego płaszcza, 3 par dżinsów i kozaków, które przed każdym wyjściem trzeba będzie jakoś ubrać :)

- zostając przy ubrankach - garderoba Maluszka też nie musi być tak rozbudowana jak garderoba dziecka urodzonego jesienią czy zimą. Wystarczy kilka bodziaków, pajace, coś cieplejszego i wyprawka gotowa :)

- idealna pogoda na spacery - zarówno dla ciężarnej jak i już noworodka i niemowlaka. Żadnego deszczu i wiatru. Dodatkowo dziecka nie trzeba balkonować, werandować czy kłaść przy otwartej lodówce ;)

Zakończę tekstem, który każda mama słyszała pewnie nie raz - "Czego się nie robi dla Maluszka?" Skwar, deszcz, śnieg, żylaki, spuchnięte kostki, rozstępy, zgaga, zapalenie pęcherza, bezsenność, nadmierna senność, ostuda, problemy skórne i wiele wiele innych niedogodności, które musi przetrwać przyszła mama, a to wszystko dla tej Małej Istotki, która lada chwila, wywróci nasze życie do góry nogami (ale skoro Olo wywrócił nasze życie do góry nogami, to znaczy, że teraz wszystko wróci do normy? :) )

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Wybór wózka

Jeden z ważniejszych zakupów podczas kompletowania wyprawki to właśnie wózek. Bo to on (jeśli wybierzemy odpowiedni) będzie nam towarzyszył codziennie, nawet kilka razy dziennie, przez najbliższe 2 lata. Zakup pierwszego wózka to sprawa niełatwa, zwłaszcza dla niedoświadczonych rodziców, którzy łatwo padają ofiarą nieuczciwych sprzedawców.
Najrozsądniej będzie wypisać sobie kryteria, które ma spełniać wózek, skorzystać z doświadczenia znajomych a także przejrzeć opinie dostępne w Internecie. Muszę Was jednak nieco zmartwić - nie ma wózka idealnego. Trochę w tym już siedzę i wiem, że to, co sprawdza się u jednych, u drugich będzie zupełnie bezużyteczne. Każdy ma inny styl życia, inne potrzeby więc podpasuje mu inny wózek, dlatego nie będę się tu wypowiadała za cały świat ( ;) ), napiszę Wam co dla mnie jest najważniejsze przy wyborze wózka.

Gondola
Powinna być przede wszystkim przestronna, ponieważ maluch jeździ w gondoli mniej więcej do 6miesiąca. Wszystko oczywiście zależy od tego kiedy dziecko zacznie siedzieć, ale powinien mieć sporo miejsca, nawet jak będzie miał na sobie kilka warstw ubrań jak to bywa w chłodniejsze dni. Dla noworodków jest najwygodniejsza szczególnie w okresie jesienno-zimowym, ponieważ lepiej chroni przed opadami i niską temperaturą.

Spacerówka
Błąd jaki popełniają rodzice (łącznie z nami) polega na tym, że kupując wózek 3 w 1 skupiamy się głównie na stelażu i gondoli, a o spacerówce nie myślimy. A to ich jest największy wybór. Dla mnie ważne jest żeby miała obszerną budkę, długie pasy bezpieczeństwa, regulowane oparcie, regulowany podnóżek i była montowana przodem i tyłem do kierunku jazdy. I fajnie by było jakby tapicerka była zdejmowana ;)

Stelaż i waga
Średnia waga wózka głębokiego to 11-18 kg. Dużo? Zależy dla kogo, ale doliczając ciężar dziecka (które w pierwszym roku życia rośnie w zastraszającym tempie) i ewentualne bagaże (torba, zakupy itp.), nasz "taki sobie wózek" staje się ciężki jak słoń. Wybierając wózek podpytajmy, z jakiego materiału wykonano stelaż.
Najlżejszy jest plastikowy, ale jego wytrzymałość i odporność pozostawiają wiele do życzenia. Nieco cięższy, a przy tym dużo bardziej odporny, jest stelaż aluminiowy. Natomiast najbardziej wytrzymały, ale niestety najcięższy, jest stelaż stalowy - polecam go wszystkim tym, dla których waga wózka nie ma znaczenia.

Koła
Kółka dzielimy ze względu na ich wielkość, ilość i materiał, z jakiego zostały wykonane. Nasz wybór powinien być uzależniony głównie od tego, po jakim terenie będziemy się poruszać. Inny wózek wybiorą osoby mieszkające w centrum miasta, a inny te, które mieszkają w trudniejszym terenie (wieś, las itp.).
Podział kółek ze względu na ich wielkość:
-małe - najlepiej sprawdzają się w mieście; wózki z małymi kółkami są też z reguły lekkie i dość wąskie, dzięki czemu zmieścimy się w każdych drzwiach, windach i komunikacji miejskiej;
-duże - czyli powyżej 20 cali; takie koła radzą sobie najlepiej ze wszystkich zarówno na łatwym, jak i trudnym terenie (piasek, śnieg, błoto, wyboje itp.);
-różnej wielkości, np. przednie mniejsze niż tylne - takim wózkiem dość trudno jest manewrować, zwłaszcza po naszych nierównych chodnikach z wysokimi krawężnikami. Dobrze sprawdzają się tylko na gładkich, równych powierzchniach, a takich jest naprawdę mało.

Podział kółek ze względu na ich ilość:
-wózek z czterema kołami - czterokołowiec - uważany jest za najbezpieczniejszą i najbardziej stabilną wersję. Ze względu na swoją budowę jest znacznie mniej podatny na wywrócenie, np. podczas podjeżdżania pod krawężnik;
-wózek z trzema kołami - trójkołowiec - choć wygląda dość bajerancko i oryginalnie, posiada też wady. Wózki tego typu zostały wymyślone dla aktywnych rodziców, którzy podczas spaceru chcieli np. uprawiać jogging. Trójkołowce stawiają mniejszy opór powietrza, co podczas biegania jest niezwykle istotne, ale niestety przez to są mało stabilne i wywrotne.

Podział kółek ze względu na materiał, z jakiego zostały wykonane:
-pompowane - są bezdyskusyjnie najlepsze! Świetnie radzą sobie na trudnym terenie, amortyzują wstrząsy i nierówności terenu. Im większe koła, tym lepiej radzą sobie na trudnej nawierzchni, więc jeśli mieszkacie na wsi, w lesie, górach lub piaszczystych terenach, polecamy wózek z dużymi pompowanymi kołami. My mieszkamy w Opolu, ale też stawiam na pompowane koła :)
-piankowe - są lekkie, ale za to słabo tłumią wstrząsy, a na trudnym terenie radzą sobie znacznie gorzej na niż ich pompowani koledzy. Właśnie dlatego z nich rezygnuję. Pierwszy wózek był na piankach i każde wyjście z psem powodowało u mnie złość i nadużywanie niecenzuralnych słów.
-plastikowe - są lekkie i najczęściej niewielkich rozmiarów, co znacznie pogarsza komfort jazdy. Wózek z takimi kółkami nie należy do stabilnych, a jego prowadzenie może być mało wygodne.

Warto również zwrócić uwagę na to czy przednie koła są skrętne czy nie. Zwykle te skrętne można zablokować do jazdy na wprost (szczerze? nigdy nie korzystałam z tej opcji).

Łatwość obsługi
Wózek powinien być łatwy i szybki w obsłudze. Jego złożenie czy rozłożenie nie powinno zajmować więcej niż kilka sekund. Pamiętaj, że wózka będziesz używać codziennie i będzie on dla Ciebie jednym z najważniejszych sprzętów. Przed zakupem sprawdź, jak się składa, rozkłada i czy możesz wykonać te czynności jedną ręką (bo drugą możesz mieć akurat zajętą, np. trzymaniem dziecka).

Kosz na zakupy i rączka
Dla mnie bardzo ważny bo codziennie odwiedzam sklepy. Czego wymagam? Duży i z łatwym dostępem.
Rączka regulowana, tak żeby każdy mógł ją dostosować do siebie.

Amortyzacja
Amortyzacja jest niezwykle ważnym kryterium podczas wyboru wózka i w odróżnieniu od wielu innych parametrów (wagi czy wymiarów wózka) nie da się jej sprawdzić w internecie. Zawieszenie można ocenić wyłącznie "na żywo". Dobrze zamortyzowany wózek ma łagodzić wstrząsy i drgania, na które narażone jest maleństwo podczas jazdy po twardym lub nierównym podłożu.
Nie ma co ukrywać - polskie drogi nie należą do najlepszych... wszędzie dziury, wyrwy i ubytki. A wszystkie drgania i wstrząsy niestety przenoszą się do wózka i jeśli nie posiada on dobrej amortyzacji, to wszystko odbija się na niezwykle wrażliwym kręgosłupie dziecka. Miękkie zawieszenie ma największe znaczenie w pierwszym roku życia. Im maluch starszy, tym zawieszenie może być sztywniejsze, bowiem jego kręgosłup jest już mocniejszy i lepiej znosi wstrząsy.

Jak sprawdzić, czy wózek ma dobrą amortyzację?
-pobujaj wózkiem na lewo i prawo, w przód i tył;
-sprawdź, jak zachowuje się wózek podczas pokonywania przeszkody (klocek, but, próg itp.);
-sprawdź, czy po rozbujaniu nadal jest stabilny;
-naciśnij na stelaż wózka i sprawdź, na ile się ugina.

Hamulec
Najlepiej, jeśli będzie on zespolony - tzn. będzie obejmował oba koła jednocześnie. Podczas "przymiarki" wypróbuj jego efektywność - dobry hamulec powinien całkowicie zablokować koła nawet na pochyłym podłożu.

Dodatkowe opcje:
-możliwość zamontowania fotelika samochodowego na stelażu wózka - przydatna zwłaszcza wtedy, gdy malec zaśnie w trakcie jazdy samochodem, a my mamy do zrobienia zakupy czy załatwienie spraw urzędowych. W takiej sytuacji wystarczy wyjąć z samochodu fotelik ze śpiącym malcem i wpiąć go na stelaż wózka. Łatwo i szybko. Możliwość taką zapewni zakup wózka i fotelika tej samej firmy lub dokupienie odpowiedniego adaptera.
-możliwość demontażu kół - przydatna zwłaszcza wtedy, gdy dysponujemy małym bagażnikiem. Po zdjęciu kół wózek zajmuje znacznie mniej miejsca, jest więc szansa, że zmieści się nawet w niewielkim bagażniku.


Jak widać opcji i kryteriów przy wyborze wózka jest ogrom a dochodzi przecież jeszcze cena i wygląd ogólny :) Kiedy wypisałam sobie ważne dla mnie funkcje, ku mojemu przerażeniu lista odpowiadających mi wózków zawierała 4 pozycje. Ostateczny wybór padł jednak na ABC Design Viper. Recenzji gondoli możecie się spodziewać latem :)




czwartek, 23 kwietnia 2015

Savoir vivre na placu zabaw

Są 2 główne zasady panujące na placach zabaw:
1. Nie zabieraj innym zabawek!
2. Nie syp piaskiem!


Jesteśmy stałymi bywalcami placów zabaw. Olo nie zatrzymuje się na nich zbyt długo, maksymalnie 20 minut i lecimy dalej mamo. Dlatego zwykle w ciągu dnia obejdziemy 6-8 placów, niektóre kilka razy. Od jakiegoś czasu obserwuję inne dzieci i ich rodziców i zaczynam się zastanawiać czy to z nimi czy ze mną, jest coś nie tak. Jestem zdania, że dzieci w tym wieku (2-4lata) powinny same między sobą rozstrzygać spory, jeśli takie będą miały szanse się pojawić, bo gdy tylko jakieś dziecko zabiera Olkowi łopatkę, do akcji wkracza rodzic i je karci. Macham ręką i spokojnym głosem mówię wtedy "Spokojnie, niech się SAMI dogadują ", po co mieszać w to rodziców, to tylko łopatka i zapewne tylko pożyczka, żadna kradzież milionów monet. Będzie chciał to ją zabierze z powrotem, nie zabierze, to znaczy, że nie zależy mu tak bardzo. Pozwólmy dzieciom na pierwsze interakcje społeczne. Dajmy im szansę pokazać własny charakter. Może dla innych jestem mamą, która "ma wszystko w nosie". Nie. Daję dziecku swobodę, pokazuję mu, że mu ufam, wiem, że sobie poradzi i zrobi to, co trzeba. Nie obserwuję go z 9 piętra naszego bloku, jestem 2 metry dalej, będę interweniowała jeśli uznam, że powinnam.
Druga sprawa - piasek. Od kilku tygodni mam w domu piaskownicę, zamiatam 2 razy dziennie a i tak zewsząd wysypuje się piach (pamiętajcie, żeby przed praniem przetrzepać wszystkie kieszenie). Idziesz z dzieckiem na plac zabaw, to pogódź się z tym, że przyjdzie zapiaszczone. Piasek w butach, pampersie, kieszeniach, włosach i BUZI. Wszędzie. Jak będziesz miała szczęście to i Tobie się dostanie. Ale co z tego? Nie bez powodu na placach zabaw wysypuje się piach, jest po prostu BEZPIECZNY. A ja codziennie, po kilka razy słyszę "nie syp piaskiem, nie wysypuj piasku, nie wyrzucaj do kosza, nie grzeb rączkami, nie syp na ławkę" aż się odechciewa robić cokolwiek. Dziwne, że dziecko nie wie, że powinno łopatką odkopać suchą warstwę piachu, dokopać się do mokrego i stworzyć idealną babkę. To jest poprawny sposób na zabawę w piaskownicy, nie umiesz się bawić? Wypad do domu.
Na naszych placach można wyróżnić dwa skrajne typy rodziców:
- Rodzice Dawidka - jest u nas na osiedlu taki biedny Dawidek. I wcale nie jest ubogi, jest poszkodowany. Przez rodziców. Przychodzi z obojgiem. Oboje przekrzykują się czego to nie wolno. Oboje ze skwaszonymi minami chodzą za Dawidkiem krok w krok i kontrolują jakość zabawy i przestrzeganie przez Dawidka zasad dobrego zachowania na placu zabaw. Dawidek po czasie nie wytrzymuje i staje się marudny, więc następuje szybka ewakuacja do domu.
- Rodzice ławeczki. Ławeczka stoi a dzieci biegają po ulicy. Rodzice ogarniają osiedlowe ploteczki, dzieci pozostawione same sobie o 19 zgarniane są do domu.

Dlatego mój dzisiejszy apel do Was: Plac zabaw to miejsce zabawy, relaksu. Zarówno dzieci jak i rodziców. Oczywiście wszystko w granicach bezpieczeństwa. Dajcie dzieciom swobodę zabawy, dajcie im wymyślić sobie co chcą robić. Dajcie im się wybrudzić, nakrzyczeć na inne dziecko, poprzepychać przy kolejce na zjeżdżalnię, upaść, zjeść odrobinę piasku. Dajcie im się uczyć życia :)

wtorek, 21 kwietnia 2015

Niezbędnik mamy 20 miesięczniaka.

Napiszę o rzeczach, które pomagają mi przetrwać te "gorsze dni". Moje i jego. Czasem ja nie nadaję się do niczego, czasem on jest marudny i niezdecydowany, czasem łączymy siły i cały dzień to mordęga. Nie będzie to lista "jak wychować dziecko na laureata nagrody Noble'a", będzie bardziej "przeżyć i nie zwariować" dlatego czytajcie z przymrużeniem oka ;)

1. Codzienne spacery. Plac zabaw, 3 razy dziennie. Mama w szaliku, czapce i rękawiczkach trzęsie się na ławce, dziecko w piaskownicy próbuje nasypać piach do wiaderka, co mu się niestety nie udaje bo tak wieje, że piasek już dawno jest w innym województwie. Dlatego od jakiegoś czasu tak bardzo narzekam na pogodę na Instagramie :)

2. Zakupy. Codziennie o 9. Olo kocha wózek. Ale wózek ma być w ciągłym ruchu. Więc jak mama staje w piekarni, żeby kupić bułki (2 minuty Synu!), Olo siedzi w wózku i zależnie od ilości widzów jęczy - albo mama, mamaaaa, maaaaamaaaa, maaaaammma (kto słyszał, ten wie jaki to jęk), albo brummm, brruuuum, bruuum. Osobiście wolę brum, brum :) Jaki mam na niego sposób? Lizak. Im bardziej lepki, tym lepiej (później trzeba jeszcze oblizać łapki). Zwykle po zakupach przechodzimy do punktu 1., czyli placu zabaw, piach + lepkie łapki = same wiecie co :) To prowadzi nas do punktu 3.

3. Brudny? Wrzuć na luz mamo. Moje dziecko zwykle jest brudne. Jest czysty tylko jak idzie spać albo do babci :) Piorę co drugi dzień. Nie prasuję więc jakoś więcej roboty przy tym nie mam :) A dziecko bez stresu odkrywa świat. Olek na placu zabaw ma pełną swobodę, to samo przy jedzeniu. Ubrudzi się? Trudno, jest dzieckiem, to ten moment w życiu, w którym brudna buzia bardziej rozczula widza niż obrzydza :)

4. Stały plan dnia. Każdy nasz dzień wygląda mniej więcej tak samo. Daje poczucie bezpieczeństwa niemowlętom, dzieciom ale także rodzicom. Wiem czego o danej godzinie się spodziewać dzięki czemu mogę sobie zaplanować dzień (wystawne II śniadanko z tvnplayerem planuję na 11, podczas drzemki Ola, wtedy też ogarniam chałupę i przygotowuję półprodukty na obiad)

5. Jak już weszliśmy na temat obiadu. Synek ostatnio wybrzydza. Nie spinam się za bardzo, nie jesteś głodny, nie jedz. Ale czasem JA chcę zjeść w spokoju, a żeby jeść we względnym spokoju, Olo też musi mieć jakieś zajęcie, jakie? Frytki. Miłość przeszła z matki na syna, dla frytek zrobimy wszystko, smakują nawet z ziemi (podobno, relacja Olka i Boba) :) Do tego dochodzą chrupki, paluszki, czekolada, danonki. Samo dobro z natury :)

6. Pozostając przy obiedzie, a raczej przy przygotowywaniu. W kuchni mam szufladę pełną "wszystkiego" - szmatki, ściereczki, gąbeczki, stare buteleczki, pojemniczki i cholera wie co jeszcze (właściwie to Olo bardzo dobrze wie). Mały wie, że tą szufladę może przegrzebywać, wszystko z niej wywalać i tworzyć nowe konstrukcje. Ja w tym czasie spokojnie szatkuje kapustę :)

7. Kredki. Olek chwilę porysuje, później skupia się na zrzucaniu wszystkich kredek. Dlatego im więcej, tym lepiej - dłużej zrzuca, dłużej zbiera :)

8. Bajki. Telewizja do drugiego życia to zło. Powiedziałam to. Ale mi czasem ratuje zdrowie psychiczne. Ostatnio na topie Peppa i Ciekawski George :)

9. Babcia. Masz dość? Dzwoń do babci, cioci, wujka, sąsiadki, pani z mięsnego. Może ktoś go przygarnie :) U nas przynajmniej raz w tygodniu Olo wędruje na parę godzin do babci.


środa, 8 kwietnia 2015

It's a boy!

Tak, nasz Fasolini to chłopiec :) Tak samo jak w pierwszej ciąży, dowiedzieliśmy się już podczas USG genetycznego czyli pod koniec 13 tygodnia. Kiedy ginekolog obwieścił "Siusiak" poczułam lekkie uszczypnięcie żalu ale przecież WIEDZIAŁAM. Wiedziałam, że to Synek, tak jak Olo od początku był Synkiem, tak Maks też już od testu ciążowego był Chłopakiem :) Najważniejsze, że zdrowy :)


Taka śmieszna mentalność Polaków, że żeby osiągnąć sukces "rodzinny" trzeba mieć maksymalnie 2 sztuki dzieci, po jednym z każdej płci. W sumie bardziej trafne będzie "taka mentalność Polaków, że lubią się wtrącać i lepiej wiedzą, czego chcemy i co jest dla nas lepsze". Sama wiadomość o drugiej ciąży była dla niektórych szokiem, że jak to drugie? Tak szybko? Nie próżnujecie. Czułam się jak inkubator. Na szczęście dla większości była to jednak radosna nowina i powód do gratulacji :)

Wracając do płci, wiadomo, że fajnie byłoby mieć córę, bo sukieneczki, kwiatuszki, serduszka, balerinki, lalki i fryzurki. Jednak pierwszy Chłopak wyjątkowo nam się udał (chociaż aktualnie krzyczy na mnie jedząc rosół) więc może tak się dobraliśmy, że będziemy "produkować" najfajniejszych kolesi na dzielni? ;)



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Nasz Alfabet

Żeby trochę przybliżyć Wam nasze życie, stworzyłam nasz Alfabecik :) Kto nowy, niech klika w "Kto w bloku piszczy" i nadrabia, bo za parę miesięcy to Fasolini zabierze całą Waszą uwagę :)

A. Aktywność - staramy się dużo czasu spędzać w ruchu / na zewnątrz / gdzieś :) Aktualnie jedno z nas posiada duży brzuch więc musi zrezygnować z rowera i rolek ale specjalnie tu o tym piszę, żeby po porodzie wrócić do aktywności.

B. Bob. No oczywiste. Boboftrucik. Często obciążenie i udręka ale Nasza Miłość. Najgrzeczniejszy pies świata (nie licząc jedzenia kup, nad tym musimy jeszcze popracować ;) )
Bałagan. Czysto jest tylko 5 minut po posprzątaniu. Jeszcze z tym walczę ale powoli odpuszczam. Aktualnie nie jest źle, ale mogłoby być lepiej ;)
Brudas. Pozwalamy Olowi się brudzić, teraz jest na to czas.

C. Czas dla siebie. Tak organizujemy czas, żeby każdy jest zadowolony. Czasem spędzamy go w trójkę, czasem każdy osobno (dzięki Bogu za babcię 2 bloki dalej).
Ciąża. Daje w kość, strach myśleć co czeka mnie latem ;)

D. Dzieciaki. Bob - 3 lata w lipcu, Olo - 2 lata w sierpniu, Maks - oczekiwany na 6 sierpnia.

E. Emocje. Jest ich sporo w naszym życiu. I tych negatywnych i pozytywnych. Olo wkracza w okres buntu, wiem, że będzie ciężko ale póki co sama się podziwiam za cierpliwość, której było u mnie zawsze minimum (3 minuty w kolejce to wieczność)

F. Filmy. Co wieczór coś nowego.

G. Go Pro Hero3. Najdroższa rzecz w naszym domu ;) Towarzyszy w najważniejszych momentach naszego życia. Nakręciła Sztukę Chodzenia, Relację z Chorwacji i wiele innych. Montował Paweł ;)

H. Hałas. Jest go sporo, będzie jeszcze więcej. Sorry sąsiady ;)

I. Internet. Codziennie, kilka razy dziennie. Najbardziej aktywna jestem na Instagramie. Poznałam tam wiele ciekawych osób :) Zaglądajcie tam, jeśli chcecie być na bieżąco.

J. Jeszcze i już. Codzienne pytania: "Jeszcze nie chodzi? Jeszcze nie mówi?" "Już siada na nocnik? Już sam je?"

K. Koszyka street. Nasza ulica. Paweł się tu wychowywał, dla mnie już też żadna działkowa alejka nie jest nieznana.
Kaczka. Ukochana przytulanka Ola.

L. Luksus. Nie u nas w domu :) Raz w roku pobyt w hotelu ze SPA i styka :)
Lizak. Zawsze w mojej torebce :)

M. Mama. Wszechobecne "mama", od rana do wieczora. Do znudzenia "mama, mama, mama". Jednocześnie najpiękniejsze słowo i najważniejsza rola w moim życiu.
Do M dorzucę jeszcze Miotłę :) Zamiatam co najmniej 2 razy dziennie :) a "Mop" co drugi dzień.

N. Nikon D7100. Kolejny towarzysz naszego życia. Ciężki jak cholera ale to Paweł go obsługuje ;)

O. Olo. Miał być Aleks, żaden "Olo". Jest Olo ŚmiechOlo, WkurzOlo, SpacerOlo, ChodzOlo, KupOlo.
Opole - nasze miasto, przyjechałam tu na studia i już zostałam. Paweł i KrejzOlo się tu urodzili.

P. Pawłowiczki. Tam mieszkają moi rodzice. Ja mieszkałam tam kilka lat. Jak piszę na IG, że jesteśmy "na wsi" to właśnie tam - w Pawłowiczkach.
Pranie. Co drugi dzień. Dzielone na "jasne" i "ciemne".

R. Remont. Czeka nas w maju. Musimy tylko trochę oszczędzić. planujemy odświeżyć pokoje dla Chłopaków i kupić Olowi nowe mebelki.
Rytm dnia. Od początku przestrzegany dzięki czemu wiele można było zaplanować. Do tej pory, niezależnie od pogody, codziennie o 9 idziemy na zakupy.

S. Skaza białkowa. Olo je już wszystko to, co my. Dalej pije Bebilon Pepti bo po MM HA dostaje silnej wysypki.
Smartfon. Ładowany codziennie. Niezbędnik Rodzica :) Aktualnie używane aplikacje - Duckie Deck i Moja Ciąża :)

T. Tata. Najsłodziej wypowiadane słowo. Bo "mama" to krzyk, a "tata" mówi z czułością :)

U. Uczucia. Nie boimy się ich okazywać.

W. Willa's Wild Life. Ratuje mi życie. Nieśmiertelna bajka, którą Olo mógłby oglądać bez przerwy.
Wynajem. Mieszkanie niestety wynajmujemy. Ale wierzę, że za parę lat będziemy już "na swoim".

Z. Zwierzęta. Kochamy je wszystkie, Olo jara się nawet bąkiem nad pąkiem ;) A największym hitem, do tej pory, jest kot. Gorzej jak kot ucieknie :)


Smartfon + Willa's Wild Life + kawałek Bałaganu

Brudas + Bob + Bałagan

2 razy Kaczka :)

sobota, 28 marca 2015

Drugi Trymestr drugiej ciąży :)

Wróciłam do żywych. Właściwie już dawno, bo drugi trymestr trwa od 13 do 26 tygodnia a jestem już w 22. Jak ręką odjął minęły mi wszystkie przykre dolegliwości - wymioty, mdłości i wieczne zmęczenie.
W internecie nazywają ten trymestr "miesiącem miodowym" ciąży. Ja mężatką jeszcze nie jestem ale nie życzę sobie takiego miesiąca miodowego, bo nie okłamujmy się, różowo nie jest ;) Mam problemy z przepływami w żyłach, przez co większy wysiłek (Olo waży 14kg) czy dłuższy spacer (pies musi sikać) skutkuje okropnym bólem. Niestety nie ma na to sposobu i "trzeba to przetrwać" :)
W tym okresie mogą pojawić się pierwsze rozstępy, jest to uwarunkowane głównie genetycznie (dziękuję mamusiu :)) ale warto dbać o nawilżenie skóry brzucha, piersi, pośladków i bioder :) Wierzcie lub nie ale jedyne rozstępy "po Olu" to właśnie te na udach. Rozstęp to nic innego jak blizna, dlatego jeśli już się pojawi - bardzo ciężko jest się go pozbyć. Z czasem blednie ale pozostaje widoczny i wyczuwalny.



Najwspanialszym chyba momentem w drugim trymestrze ciąży jest ten, kiedy zaczynasz czuć ruchy dziecka. Większość kobiet nie ma problemu z odróżnieniem ich od ruchów jelit. Są to delikatne „kopniaczki”, jakby pukanie. Mimo że dziecko jest już bardzo aktywne, na początku będziesz odczuwała jego ruchy rzadko, nawet raz na kilka dni. Stopniowo dopiero kopniaki staną się częścią twojej codzienności i pod koniec drugiego trymestru będziesz na nie czekać każdego dnia. Naucz się wtedy koniecznie „schematu”, w jakim porusza się twoje dziecko. Większość maluchów wykazuje największą aktywność rano, po śniadaniu, i w godzinach wieczornych. Często najintensywniej ruszają się w ciągu godziny po posiłku.
Nasz Fasolini już się rozbrykał, w ciągu dnia nie mam czasu na "kontakt", zresztą zwykle jestem w ciągłym ruchu więc sobie śpi, czasem zamienimy kilka słów po śniadaniu :) "Nasz czas" jest koło 22-23 kiedy leżę już w łóżku, wtedy sobie rozmawiamy, czasem nawet wtajemniczamy w nasze rozmowy tatusia :) Magiczne chwile, chyba każda mama na nie czeka.


czwartek, 12 marca 2015

Ile trwa ciąża?

Przyszła mama i tata liczą ciążę w tygodniach. Pani w piekarni, znajomy i listonosz - w miesiącach.
Jestem słaba z matmy więc zawsze jak ktoś mnie pyta, który to miesiąc, próbuję JAKOŚ to w głowie obliczyć. Trwa to wieki więc postanowiłam podawać tygodnie, niech sobie sami kombinują :)
Stwierdziłam jednak, że warto to wszystko usystematyzować :)

Ile trwa ciąża?
Większość z nas odpowiedziałoby - 9 miesięcy. A ile to dni? Licząc, wychodzi ok. 280. Może od dziś będę mówiła, w którym DNIU ciąży jestem ;) Książkowa ciąża obejmuje 10 miesięcy księżycowych - każdy z nich składa się z 4 tygodni, a więc 28 dni. Razem daje nam to 40 tygodni i jest to odpowiedź na pytanie, ile tygodni trwa ciąża.
Dzieli się ją też na trymestry będące głównymi etapami rozwoju płodu.
-Pierwszy trymestr obejmuje 14 początkowych tygodni ciąży – wtedy kształtują się główne układy i narządy dziecka.
-Od 15. do 27. tygodnia ciąży trwa drugi trymestr – wtedy u mamy ustępują ciążowe dolegliwości, a maluch jest już w pełni ukształtowany i dalej się rozwija.
-Początek 28. tygodnia ciąży to już trzeci trymestr – dziecko rośnie i przybiera na wadze, a organizm mamy przygotowuje się do porodu.
Jak obliczyć termin porodu?
Jeśli masz regularne 28-dniowe cykle, do daty ostatniej miesiączki dodaj 280 dni (albo prościej: 9 miesięcy i 7 dni). Gdy cykle mają inną długość, np. 32 dni, dodaj 9 miesięcy i 11 dni. Jeśli są krótsze, np. 26-dniowe, dolicz 9 miesięcy i 5 dni. A najlepiej zamiast bawić się w liczenie, skorzystaj z kalkulatora dary porodu, wujek Google chętnie pomoże :)
Trudniej wyliczyć termin przy cyklach nieregularnych (a takie ma około 75 procent kobiet). Wtedy jedynym wiarygodnym sposobem ustalenia terminu porodu jest badanie USG wykonane przed 15. tygodniem ciąży. Dokładność takiego wyliczenia sięga 5–7 dni.

I uwaga, bonus! Jak któraś przyszła mama wyskoczy Wam z tygodniem, sprawdźcie sobie który to miesiąc :)
1 miesiąc - 0-4,5 tyg.
2 miesiąc - 4,5-9 tyg.
3 miesiąc - 9-13,5 tyg.
4 miesiąc - 13,5-18 tyg.
5 miesiąc - 18-22,5 tyg.
6 miesiąc - 22,5-27 tyg.
7 miesiąc - 27-31,5 tyg.
8 miesiąc - 31,5-36 tyg.
9 miesiąc - 36-40 tyg.

O, ja jestem w piątym :)


poniedziałek, 2 marca 2015

Wycofanie zarzutów

Tu i tu pisałam o tym, że Olo zaczyna się buntować. W domu było wszystko w porządku, niestety spacery spędzały mi sen z powiek - Olek wpadał w histerie, kładł się w kałużach, nie słuchał i uciekał a ja wracałam cała spocona i zdemotywowana. Nie wiem czy ktoś mu przekazał, że o tym pisałam (;)), czy moje metody działania poskutkowały, czy może tylko mamy przerwę ale teraz spacery to sama PRZYJEMNOŚĆ. Słucha, rozumie, wszystko mu można wytłumaczyć i wynegocjować :) Ja też wrzuciłam na luz i jak ucieka mi na pobliski plac zabaw, daję mu 5 minut na zabawę, jak chce policzyć samochody na parkingu (koniecznie trzeba dotknąć znaczka), pozwalam mu na to, nawet pomagam :) Nie zmuszam go do chodzenia za rękę, chociaż wymagam tego tam, gdzie odbywa się ruch uliczny i on się do tego dostosował. Nie dostaję palpitacji serca jak upadnie akurat w największej kałuży, przychodzi wytrzeć rączki, reszta może być brudna ;) Chociaż jestem bliska zawału jak na jego drodze widzę psią kupę..
Do sklepu nadal biorę wózek, nie wiem czy jego zachowanie między regałami uległo zmianie, podejrzewam, że tak. Biorę wózek ze względu na ciążę, wszystkie ziemniaki i inne kalafiory wożą się na kółkach :) A Olo drogę "tam i z powrotem" pokonuje na swoich szybkich nóżkach :)
Jestem dumna z mojego Syna, z tego jaki jest samodzielny i odważny, jak dużo rozumie i pomaga, jak grzecznie potrafi bawić się sam a w towarzystwie jest rozkoszny. Jest naszym największym Skarbem i mimo, że czasem mamy dosyć, wystarczy, że Olo zrobi coś niespodziewanego i uśmiech wraca na nasze twarze.

Ja grzeczny? :)

sobota, 28 lutego 2015

Trymestr I. Objawy, których nie da się przeoczyć

Na szczęście od ponad miesiąca już za mną. Czemu na szczęście? Przeczytaj, to poznasz moje ulubione dolegliwości ciążowe :)
Nie należę do tych, którym nie przysługuje becikowe bo za późno zgłosiły się do lekarza. Daleko mi też do bohaterek programu "Ciąża z zaskoczenia". Z Olem było tak, że jeszcze dzień przed zrobieniem testu ciążowego, pani ginekolog wmawiała mi gruczolaki przysadki mózgowej. Nie zważając na moje mdłości i spóźniającą się miesiączkę, opowiadała na czym będzie polegała operacja guzków (?!). Trochę podłamana wizytą wróciłam do domu. Mdłości mnie dobijały więc następnego dnia poszłam do apteki po jakiś cudowny środek antywymiotny. Pani farmaceutka totalnie zbiła mnie z tropu pytając
-A może jest Pani w ciąży?
-Nie, nie.
-A może jednak?
-Nie, nie. Mam bardzo wysoką prolaktynę, z zajściem w ciążę to ja będę musiała się trochę pobawić.
-A może jednak, dla pewności, weźmie Pani test ciążowy?
-Nie, nie. Byłam wczoraj u ginekologa, ta prolaktyna i te sprawy, nie, nie.
- Wie Pani, prolaktyna skacze w ciąży, Pani weźmie ten test i Aviomarin na mdłości. Ale najpierw niech Pani zrobi test. 
Myślę sobie 5 zł, niedużo. Można kupić. Wróciłam do domu, była 13, test najlepiej robić rano. To zrobię teraz :) Po chwili zapłakana dzwoniłam do mamy. Totalnie się tego nie spodziewałam, mimo, że objawy jasno na to wskazywały. Później czekały mnie tylko mdłości, senność, zmęczenie i tak dalej.
W TEJ ciąży, podobnie, choć bez udziału pani ginekolog i farmaceutki. Brak okresu. Mdłości. Później już mdłości i bezsenność z nerwów.
Paweł był wtedy w Birmie. Ja byłam u rodziców. Zrobiłam pierwszy test o 3 w nocy (można uznać, że to rano, w końcu spałam w nocy :)) I GŁUPIA byłam, że o 3, bo już później nie mogłam zasnąć. Bo wylazła ta kreska, blada, ale była. Pierwsza myśl - jaki kupić wózek :) Taki bzik wózkowy. Rano po konfrontacji z mamą się poryczałam. Niby zaczęłam niewinnie:
-Mamo, jak Ty sobie radziłaś z dwulatkiem i noworodkiem?
- No jakoś sobie trzeba było radzić, a co?

-...
-Co, planujecie drugie?
-... buuuu
Zapłakana wyjaśniłam, że zrobiłam w nocy/rano test i wyszedł pozytywny. Mama na luzie, że pewnie coś się testowi poprzestawiało w kreskach. Zrobię drugi i wtedy mogę płakać. Z tym, że ja czytałam o tej 3 jak to jest z wiarygodnością testów - otóż moje drogie, testy się MYLĄ, ale w drugą stronę. I właściwie nie tyle mylą, co jest zbyt wcześnie na wykrycie ciąży z moczu.
Poczekałam dwa dni, zrobiłam drugi test. Krecha o pięknym malinowym kolorze wyskoczyła automatycznie po zetknięciu z moją substancją ;)
No cóż, pogodzona z myślą, że znowu sobie nie pojeżdżę na snowboardzie czekałam, aż Paweł pojawi się na WhatsAppie. Nie jestem w stanie powiedzieć jak naprawdę zareagował. Wiem tylko, że cała lokalna wioska piła zdrowie naszej Fasolki :)

Olo w 11 tygodniu.

Ale przejdźmy do tematu głównego - czego się spodziewać po pierwszych 13 tygodniach ciąży?
-nudności, mdłości, wymioty. Jak zwał tak zwał. Ogólna zamuła, możesz jeść tylko ściśle wybrane przez Twój organizm produkty lub.. nic. Co pomaga? Imbir w herbacie, migdały do pogryzienia, woda z cytryną, przekąska jeszcze przed wstaniem z łóżka albo.. nic. Trwają mniej więcej do 12-13 tc albo.. do końca ciąży. Pamiętaj o częstym piciu wody, nawet po łyczku, tak aby się nie odwodnić. O wymiotach lepiej poinformować lekarza prowadzącego ciążę.
-senność, zmęczenie, dajcie mi kocyk idę spać. Mogłabym powiedzieć, że pierwszy trymestr pierwszej ciąży przespałam z przerwami na posmarowanie głowy amolem. Bo w sumie tak było, mam chyba nawet zdjęcie jak leżę na kanapie ze znanym mi wyrazem twarzy (wieczne niezadowolenie) a na stole leży Amol i Milka :)
W drugiej ciąży nie było tak łatwo, słaniałam się na nogach, nic mi się nie chciało. A przecież o 7 pobudka, 9 zakupy, od 11 drzemka Ola (którą głupia poświęcałam na sprzątanie i obiad), 13 spacer z psem itd, dopiero po 17 mogłam odetchnąć bo Paweł wracał z pracy. Moja rada? Śpij ile wlezie :)
-piersi. Ulubiony temat mężczyzn, więc postaram się napisać to najdelikatniej jak się da, może nawet uda mi się zrobić z tego coś pozytywnego. Piersi w pierwszym trymestrze ROSNĄ (są obrzmiałe i bolą).
-obwód brzucha. W ósmym tygodniu nie da się dopiąć żadnych spodni, waga wzrasta o jakieś 2kg- efekt zatrzymania wody. Za zwiększenie obwodu odpowiedzialny jest progesteron - hormon, który pozwala zrelaksować się macicy i zwiększyć jej objętość. Rozkurcza też niestety mięśnie gładkie jelit powodując zaparcia i wzdęcia. Brzuch w drugiej ciąży wyskakuje właściwie od razu.

Chciałam jeszcze napisać o tym, co dzieje się z Fasolką ale rozpisałam się jak ja nie mogę a Olo odpuścił drzemkę więc ogólnie dupa.